Opowieść o trzech braciach. Część pierwsza: Bracia. Rozdział szósty
STRZAŁY NA MANHATTANIE Nagle Marcin poczuł strach. Było to zniewalające uczucie, nie wiedział jednak, czego się tak przestraszył. Spojrzał na braci i powiedział „Stańcie obok mnie”, a następnie kazał im obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i iść tyłem. Tym sposobem stanęli twarzą w twarz z niezidentyfikowanym niebezpieczeństwem. Wspólna bliskość fizyczna dodawała im otuchy. Polecił, by oddalili się od siebie o pół kroku w bok. Zdjął karabin z ramienia i celując przed siebie, nakazał Kacprowi, by zrobił to samo ze swoim pistoletem. Nie widzieli wiele, jedynie latarki na hełmach dawały lekkie światło, za to złowrogi szmer był całkiem wyraźny. - Idź trochę szybciej – zwrócił się do Juliana. – Musisz dotrzymać nam kroku. Julian spełnił polecenie brata i teraz wszyscy trzej poruszali się obok siebie, niemal ramię przy ramieniu. Ciszy szmer stawał się coraz głośniejszy i teraz wiedzieli, że tajemniczy dźwi...